Tom I Karta XI

Jak przestraszyć smoka?

Karta XI

Smok wrocławski czy smok Wawelski?

Smok wrocławski czy smok Wawelski? Najbardziej znanymi i rozpowszechnionymi legendami są te, w których pojawia się mityczny smok. W końcu kto z nas nie zna wizerunku świętego Jerzego walczącego z tym właśnie stworzeniem? Innym przykładem jest najbardziej znany w Polsce Smok Wawelski. Czy jednak podobny potwór występował także w okolicach Wrocławia? Posłuchajcie.

Przyjęło się, że krasnoludki żyją w lasach, a smoki w jaskiniach, broniąc skarbów. A co jeśli w okolicy nie ma żadnych większych wzniesień? Gdzie mogły żyć te mityczne stworzenia? Odpowiedź jest całkiem prosta. Po prostu w lesie. Należy jednak pamiętać, że dawne puszcze zdecydowanie różniły się od tych znanych nam obecnie. Bez problemu można było w nich znaleźć olbrzymie dęby i buki. Gęsto było od wysokich topoli, świerków czy sosen. Próżno było szukać w tej gęstwinie dróg czy wytartych szlaków. Było to doskonałe miejsce dla kogoś, kto uciekał przed niebezpieczeństwem lub szukał kryjówki, bo był wyjęty spod prawa.

Gdzie się gnieździł smok wrocławski ?

Co ciekawe, jedna z tych prastarych puszczy całkiem niedaleko Wrocławia była domem smoka. Uprzykrzał on życie okolicznym mieszkańcom, co rusz porywając i pożerając owce. Po kilku miesiącach życia w ciągłym strachu ludność podniosła temat u kasztelana. Stwierdził on, że faktycznie problem istnieje, ale nie wie, co robić dalej. Nie ma dużej armii, a nieliczne jednostki i tak były zajęte ochroną grodu oraz szlaków handlowych. Zapadła więc decyzja o rozesłaniu wieści na cztery strony świata o wyzwaniu oraz przewidywanej nagrodzie. Ten, kto przepędzi lub zabije smoka, otrzyma bogactwo, chwałę i zostanie zapamiętany po wsze czasy. A co z oczekiwaną przy takich kontraktach ręką córki grododzierżcy? Kasztelan nie miał pierworodnej na wydaniu, więc śmiałek musiał obejść się smakiem i zapomnieć o połowie królestwa.

Po kilku dniach zaczęli pojawiać się pierwsi chwaci. Niektórzy zakuci w ciężką zbroję ruszali w gęsty las ze śpiewem na ustach i słuch o nich ginął. Inni z kolei próbowali sposobu na wypchaną siarką owieczkę. Przecież coś, co raz się sprawdziło, powinno zadziałać ponownie. Jednak nie w tym przypadku. Smok pożerał zwierzę, głośno bekał i odlatywał. Zmagania trwały. Ochotników ubywało, a nowych nie było widać. Powoli ludzie oswajali się z myślą, że problem olbrzymiego gada nie zostanie rozwiązany.

Pomoc pewnego krasnoludka

Niezdarek od jakiegoś czasu słyszał o problemie trapiącym okolicznych mieszkańców. Wielokrotnie widział też nieudane próby śmiałków stających w szranki z gadziną. Słyszał też legendę o innym gadzie : smok wawelski. Rozmawiał o tym także ze swoją kompanią. Padło wiele pomysłów, ale żaden z nich nie był czymś, czego ludzie już nie próbowali. Podczas jednej z tych debat Ideowiec siedział dziwnie cicho. Wszak znany był z tego, że zawsze ma sporo do powiedzenia. Zawsze ma jakiś pomysł, a tego wieczora był jakiś nieswój. Nagle wstał i zwrócił się do zgromadzonych:
– Istnieje pewna legenda o źródle dającym nadludzką siłę temu, kto skosztuje jego wody – rzekł z wyraźną satysfakcją. – Jest tylko jeden problem. Strumień bardzo trudno znaleźć, a do tego według podań znajduje się w lesie, w którym zamieszkał smok – dodał po chwili.
– Może poprosimy o pomoc pszczoły? – zasugerował Niezdarek. – Będzie szybciej i bezpieczniej – dorzucił.

Po burzliwej debacie opracowano w końcu plan poszukiwań. Mieli podzielić się na pary i sukcesywnie przeczesywać las. W przypadku napotkania smoka należało szybko uciekać.

Po kilku dniach Niezdarek wraz z Narzekaczem, z którym tworzył parę poszukiwawczą, spostrzegli niewielką polanę praktycznie pośrodku lasu. Nie była to całkiem otwarta przestrzeń, a jedynie miejsce, gdzie nie występowały wysokie drzewa. Pełno było natomiast mniejszych krzaków, zarośli i wysokich traw. Wtem w blasku słońca coś błysnęło. Dwóch krasnoludków zanurkowało na swoich pszczołach w dół, żeby sprawdzić tajemniczy obiekt. Gdy podlecieli bliżej, zauważyli niedużą kałużę, z której z jednej strony wpływał malutki strumyczek ginący w kniei.

– Lećmy dalej – powiedział Narzekacz tuż po wylądowaniu. – To pewnie pozostałość po deszczach. Wcale nie wygląda na magiczne źródło – dodał, kopiąc z nudy grudki ziemi.

– Jak zawsze optymista… – zaśmiał się Niezdarek, podchodząc ostrożnie do wody.

Smok wrocławski i problem krasnoludka

Niespodziewanie ziemia zadrżała i stojący tuż nad kałużą Niezdarek wpadł z pluskiem do wody. Wyskoczył prędko, krztusząc się i kaszląc. Podbiegł szybko do owada i chwilę później smok wynurzający się zza drzew dostrzegł w oddali dwie odlatujące pszczoły.

Niedługo po tym wydarzeniu cała kompania rozmawiała na temat znalezisk poszczególnych grup poszukiwawczych. Jedna mówiła o rzeczce przecinającej las, inna o małym strumyku. W końcu Narzekacz przedstawił swoje odkrycie.

– Nie wierzycie? Jego zapytajcie – skwitował, wskazując palcem na suszącego swoje ubranko Niezdarka. – Nawet czapkę zgubił w tym zamieszaniu – dodał po chwili.

Niezdarek siedział nieopodal paleniska, dosuszając swój płaszczyk.

– Skoro było tak, jak mówicie, to powinien bez problemu podnieść i przenieść ten duży stół – zauważył z przekorą Ideowiec.

Zrobił się mały harmider. Każdy z krasnoludków starał się przedstawić swoje spostrzeżenia. W tym całym zamieszeniu głos starał się zabrać Niezdarek. Nie był jednak w stanie przebić się przez gwar. Podszedł więc do dużego blatu, który normalnie przenosiło czterech krasnoludków, i chwycił za jedną nogę. Z niekrytym przerażeniem odkrył, że stół jest niezwykle lekki – tak lekki, że bez problemu uniósł go w górę. Nastała cisza.

– Ha, a nie mówiłem? Nigdy mi nie wierzycie – powiedział z dumą i wyrzutem Narzekacz.

– Mamy rozwiązanie. Teraz trzeba jakoś przekazać tę informację ludziom – stwierdził nadal zdumiony Ideowiec.

– Ostatnim razem Niezdarek szeptał im do ucha i poskutkowało – wyrwał się Narzekacz. – Może spróbuje raz jeszcze? Chociaż to się pewnie nie uda… – dokończył w swoim stylu.

Wszystkie oczy zwróciły się ponownie ku krasnoludkowi trzymającemu stół nad głową.

– Niech tak będzie – rzekł z uśmiechem Niezdarek, odstawiając mebel na miejsce.

Plan

Krasnoludek szepczący pomysł.

Przed nastaniem zmierzchu wyruszyli poszukać odpowiedniego kandydata pośród ludzi. Wybór nie był prosty. Smok wrocławski to nie wawelski i próżno było szukać wsparcia u Szewczyka Dratewki.  Większość śmiałków dawno wyjechała albo zaginęła po potyczce z gadem. Był środek nocy, kiedy w końcu dotarli do domostwa zamieszkiwanego przez całkiem krzepkiego, młodego mężczyznę. Niezdarek wśliznął się do wnętrza, wdrapał się na łoże i zaczął szeptać do ucha jegomościa. Po kilku chwilach cała kompania wyruszyła w drogę powrotną.

Z samego rana na podgrodziu zapanowało poruszenie. Kilku mieszczan biegało od drzwi do drzwi, roznosząc nowinę, jakoby problem smoka miał rychło zostać rozwiązany. Wszystko to było wynikiem rozmowy pewnego męża z kasztelanem. Stwierdził on, że zna sposób na pokonanie smoka, ale potrzebuje dostać się do lasu. Poprosił jednocześnie o małą pomoc. Wsparcie miało polegać na wypuszczeniu kilku owieczek tuż przy puszczy. Gadzina miała się nimi zainteresować, dzięki czemu on miałby drogę wolną przez gęstwinę. W końcu smok to smok, wroclawski czy wawelski , jeść musi.

Przygotowania nie trwały długo. Kiedy wszystko było gotowe, zaczęto realizować plan.

Rozwiązanie problemu

Smok zgodnie z oczekiwaniami zainteresował się wypuszczonymi zwierzętami, a nasz ochotnik wykorzystał ten czas, by zniknąć pośród drzew. Niedługo później gad porwał jedną z owiec i ruszył do swojego leża. Okoliczni mieszkańcy ukryci w trawach wyczekiwali, co będzie dalej. Czas dłużył im się niemiłosiernie, ale w końcu dosłyszeli odgłosy walki dobiegające z lasu. Przyzwyczajeni już do podobnych dźwięków stwierdzili, że pojedynek nie potrwa długo, tak jak podejmowane przez innych śmiałków próby. Nic takiego się jednak nie stało. Walka trwała i trwała. Minuty przechodziły w godziny, a końca nie było słychać.

Nagle z gęstwiny wyrwał się głośny krzyk.

– I żebym cię tu więcej nie widział! – dudniący głos niósł się przez las.

Smok wrocławski.

Kilka chwil później ludność spostrzegła wyczerpanego, ale uśmiechniętego mężczyznę z mieczem i tarczą, wynurzającego się spomiędzy drzew. Ruszyli ku niemu, wiwatując. Unieśli go w górę i z gromkimi okrzykami udali się do kasztelana, aby obwieścić zwycięstwo. Władyka wysłuchał uważnie opowieści mieszkańców i w końcu do głosu doszedł bohater grodu. Miał na imię Konrad. Opowiedział, że przyśniło mu się, czy po prostu w jakiś sposób wpadł na pomysł, aby odszukać pewne źródło w głębi puszczy, które obdarzy nadludzką siłą tego, kto się z niego napije. Pozwoliło mu to stanąć w szranki ze smokiem. Po wielu godzinach zmagań gad, przerażony tym, że nie jest w stanie pokonać człowieka, po prostu czmychnął w gęstwinę.

Tygodnie mijały, a potwór nie pojawił się ani razu. Ponoć bał się nawet wyjrzeć z puszczy, aby nie spotkać raz jeszcze nadludzko silnego śmiałka, który tym razem mógłby pokonać go na dobre. Później mówiono, że męczony głodem zjadł jakieś dziwne grzyby i padł struty. A Konrad? Cóż, żył długo i dostatnio.

Listę opowiadań dla książki Czy krasnoludki żyją w lesie? znajdziecie tutaj.